Niniejsza witryna korzysta z mechanizmów gromadzenia danych opisanych w dokumencie Zasady dotyczące wykorzystywania plików „cookie”. Aby dowiedzieć się, jakie pliki „cookie” są używane przez nasz serwis, należy zapoznać się z Aneksem A do ww. dokumentu. Jeśli użytkownik zgadza się na używanie plików „cookie”, zapraszamy do dalszego korzystania z naszego serwisu. Więcej
CEE_PatientStory

Aleksandra, 47 lat

„Objawy pojawiły się u mnie mniej więcej 16 lat temu. To był dla mnie trudny okres. Straciłam dwóch braci i mamę, straciłam swoją firmę i swój dom. Nie byłam wtedy dobrym człowiekiem. Na wszystko reagowałam gniewem. Byłam płaczliwa i łatwo puszczały mi nerwy. Nie umiałam poradzić sobie z tym gniewem. Byłam wyczerpana, ale nie zdawałam sobie sprawy, że to depresja. Dopiero wiele lat później dowiedziałam się, że to było depresja. Depresja jest dla mnie jak potwór. Czarna jak atrament ośmiornica, której macki trafiają dokładnie tam, gdzie najbardziej boli. Jak tylko zakiełkuje w tobie choćby nieśmiała chęć, żeby coś zrobić, ośmiornica zaraz się budzi i po prostu miażdży ją mackami. To bezlitosny przeciwnik. Dorastałam w rodzinie, w której nie mówiło się otwarcie o uczuciach. Do dziś bardzo trudno jest mi znaleźć właściwe słowa, a przecież już od wielu lat próbuję rozmawiać z lekarzami czy terapeutami o swoich wewnętrznych przeżyciach.

Depresja wpłynęła na moje relacje z ludźmi. Szczerze mówiąc, przez pięć długich lat nie byłam w stanie zaufać nikomu. Zamknęłam się w sobie i unikałam bliskich związków. Wyrzuciłam starą kartę SIM, bo nie chciałam z nikim rozmawiać. Dzieci próbowały mi pomóc. Zwłaszcza mój syn. Kiedy córka miała wyjechać do pracy do Korei Południowej, postanowili, że zmiana otoczenia mogłaby mi pomóc. Opłacili mi przelot i terapię. Skończyło się na tym, że z powodu bariery językowej lekarze przepisali nieodpowiednie leczenie i mój stan się pogorszył. Jestem osobą wierzącą. Wiara towarzyszyła mi zawsze podczas zmagań z chorobą. Gdy ogarnia mnie to potworne poczucie pustki i tracę całą chęć do życia, znajduję oparcie w modlitwie. Jestem matką i marzę o tym, żeby nie być ciężarem dla dwojga moich cudownych dzieci. Marzę też o własnym domu. Odkąd straciłam go 16 lat temu, błąkam się wciąż po wynajmowanych mieszkaniach. Zdaję sobie sprawę, że tłumię w sobie wiele nierozwiązanych problemów. Pracuję nad sobą, ale jest mi bardzo ciężko. Chciałabym przekazać innym osobom z MDD, żeby były wdzięczne swojej rodzinie i przyjaciołom, którzy starają się im pomóc, bo bez ciepła, troski i wsparcia bardzo trudno jest wrócić do zdrowia”.

CP-200900