Niniejsza witryna korzysta z mechanizmów gromadzenia danych opisanych w dokumencie Zasady dotyczące wykorzystywania plików „cookie”. Aby dowiedzieć się, jakie pliki „cookie” są używane przez nasz serwis, należy zapoznać się z Aneksem A do ww. dokumentu. Jeśli użytkownik zgadza się na używanie plików „cookie”, zapraszamy do dalszego korzystania z naszego serwisu. Więcej
CEE_PatientStory

Robert, 54 lata

„Minęło już osiem czy dziewięć lat od mojego ostatniego epizodu. Można chyba uznać, że jestem zdrowy, chociaż czasami wcale się tak nie czuję. Pamiętam, że pierwsze problemy pojawiły się, gdy byłem jeszcze nastolatkiem. Wszystkim w mojej rodzinie było wtedy ciężko, ale zamiast o tym porozmawiać, wyładowywałem frustrację na innych. Jedyną rzeczą, na jakiej mi zależało, był ten pluszowy piesek, którego trzymałem pod łóżkiem. Nazwałem go Milo i zwierzałem mu się ze wszystkiego. Był moim jedynym wsparciem. Pomimo złego zachowania udało mi się jakoś dostać na studia. Wtedy mój stan zaczął się pogarszać. Zamiast wybuchać gniewem, zamknąłem się w sobie. Czułem, że jestem do niczego. Że nic nie umiem zrobić dobrze. Przygnębienie było jak tortura. Nieustannie towarzyszył mi lęk, zamartwiałem się o prawie wszystko, żadna terapia nie pomagała. Samotny i pogrążony w bezdennej rozpaczy.

CP-200900