Niniejsza witryna korzysta z mechanizmów gromadzenia danych opisanych w dokumencie Zasady dotyczące wykorzystywania plików „cookie”. Aby dowiedzieć się, jakie pliki „cookie” są używane przez nasz serwis, należy zapoznać się z Aneksem A do ww. dokumentu. Jeśli użytkownik zgadza się na używanie plików „cookie”, zapraszamy do dalszego korzystania z naszego serwisu. Więcej
CEE_PatientStory

Tomasz, 37 lat

„Nikt by nie powiedział, że mam depresję. To nie jest choroba, którą widać. Zdarza się, że w dni, kiedy „wyglądam” na najmniej przygnębionego, cierpię najbardziej. Dobrze mi idzie prowadzenie „normalnego” życia, dostosowywanie się do otoczenia. Ukrywanie za fałszywymi uśmiechami i udawanym śmiechem. Dlaczego się ukrywam? Pewnie z poczucia dumy. Mężczyźnie nie wypada chorować na depresję. Gdybym przyznał, że mam depresję, znaczyłoby to, że nie jestem dobrym mężem i ojcem, bo powinienem być w stanie wszystko ogarnąć, prawda? Tak właśnie uważam. Muzyka jest dla mnie wszystkim. Dzięki niej jestem tym, kim jestem. Myślę, że właśnie dlatego jej uczę. Mam mały drewniany flet, który dostałem od dziadków, kiedy miałem jakieś 10 lat. Wciąż na nim gram, kiedy mam kryzys. Wplatanie między nuty własnych improwizacji przynosi mi ulgę. Nie da się wyrazić, co czuję, kiedy ogarnia mnie przygnębienie. Zalewają mnie złe myśli. Z najmroczniejszych zakątków umysłu wypływają na wierzch same najgorsze wspomnienia. Muszę z całych sił walczyć ze sobą, żeby całkiem nie pogrążyć się w ciemności. Kiedy tak się dzieje, robię się nieznośny. Kompletnie nie panuję nad emocjami. Jestem pobudzony i drażliwy, bez powodu wybucham gniewem, a moja żona i dzieci nie rozumieją, co się ze mną dzieje. Wściekam się o najmniejszy drobiazg. To wyczerpujące. Czasami od złości i przygnębienia przechodzę do buntu... Zdarzają mi się nagłe przypływy energii, którymi próbuję rozproszyć swoją uwagę. Krążę po klasie i udaję, że jestem zachwycony, kiedy komuś uda się bezbłędnie zagrać. A to wszystko w nadziei, że jakoś zdołam odczołgać się od krawędzi. Jednym z najbardziej irytujących aspektów depresji jest jej nieprzewidywalność. To okrutna i bezlitosna choroba. Rozmowa o niej nigdy mi nie pomogła. Choroba nigdy nie zniknie, ale dzięki właściwej terapii jestem w stanie utrzymać ją w ryzach.

Musiało minąć 15 lat z depresją, żebym w końcu poczuł się bardziej zadowolony z siebie i swojej pracy. To była długa i trudna droga, ale naprawdę warto było się postarać. Udało mi się jakoś przetrwać. Jeszcze żyję”.

CP-200900