Nie smuć się, bo to jest najgorsze (Henryk, 63 lata)

Prześlij mailem
Pobierz
Drukuj

Jak to się wszystko zaczęła u Pana?

Nigdy nie badałem PSA. Dopiero jak zmieniłem lekarza rodzinnego dowiedziałem się, że powinienem te badania wykonać, że w moim wieku już dawno taki test powinien zrobić. Zrobiłem więc w końcu to badanie. Odebrałem wynik i pani doktor napisała „na cito do urologa”. Pierwsze co pomyślałem, że popróbuje metod naturalnych, które znalazłem w Internecie, ale to nic nie dało.

A jakie to były metody?

Przede wszystkim dieta. Koniec z alkoholem, tłustym jedzeniem, mięsem. Zacząłem wiec stosować dietę, różne ziółka. Ale po pół roku wyniki się pogorszyły i dopiero wtedy poszedłem do urologa.

Czyli dopiero po pół roku stosowania tradycyjnych metod poszedł pan do urologa. Dlaczego tak długo Pan zwlekał?

To jest wstydliwy temat dla mężczyzny. Poza tym chciałem się ustrzec przed operacją. Dziś już wiem, że trzeba było zacząć leczyć się wcześniej. Z resztą żona mnie o początku namawiała na wizytę u lekarza specjalisty.

I jak wyglądały dalsze kroki?

Lekarz urolog powiedział bardzo rzeczowo co mnie czeka i zgodziłem się na wszystkie badania. Zrobiono mi badanie per rektum, biopsję, potem zrobiono mi także tomografię komputerową i wyszło, że jest to złośliwy nowotwór, z przerzutami do kości.

Jaka była pana reakcja?

Pomyślałem, że jednak jest tragicznie i to poważna sprawa, a moje metody nie podziałały, dlatego muszę się leczyć. Próbowałem, ale jednak trzeba było działać bardziej radykalnie.

Towarzyszyła Panu żona?

Tak, żona bardzo chciała mi towarzyszyć od początku, podobnie jak mój syn i córka.

A jak pana żona zareagowała? Jak pana wspiera?

Żona mówiła, że powinien pójść wcześniej do lekarza, nie próbować tych metod naturalnych, ale stało się. Wiadomo, że się martwi, ale mówię jej że będzie dobrze. Przygotowałem się, że nie przeżywam tego jakoś bardzo tragicznie, każdy ma jakieś choroby. Przychodzi wiek, człowiek się starzeje więc różne choroby go dopadają.

Żonie mówię, że jeszcze jest po co żyć, żeby się tak nie martwiła. Ona przede wszystkim wspiera mnie modlitwą, pomaga duchowo, rozmawiamy dużo przez telefon. 

Jak już Pana zdiagnozowano to jak wyglądało leczenie?

Najpierw dostawałem leki hormonalne, ale zaczęła mi puchnąć bardzo noga i musiałem odstawić. Potem więc dostałem inny zastrzyk, który jest podawany co 3 miesiące. Wyniki PSA spadły więc widać, że jest lepiej. Doktor polecił mi, abym zajrzał do placówki, w której otrzymam odpowiednią chemioterapię. Tak trafiłem tutaj do szpitala w Warszawie.

Terapia hormonalna jest nadal kontynuowana w Lublinie i wszystkiego będę pilnował. Nie zawalę tu nic.

Czy miał pan problem, aby powiedzieć kolegom w pracy o chorobie?

Powiedziałem szefowi, że jest taka sytuacja. Poza tym dlaczego mam się krępować przecież to jest ważna informacja, może ktoś się spyta i moja historia komuś uratuje życie. Jak wrócę do pracy to na pewno będę mężczyzn ostrzegał i przekonywał do tego, aby robili badania PSA.

Jak lekarz przekazał panu informacje o chorobie?

Byłem w gabinecie z żoną. Potrzebowałem tego wsparcia, bo ja mogłem w tej chorobie jakieś informacje pominąć. To było dla mnie ważne, że byliśmy tam razem. Lekarz przede wszystkim mówił, żebym nie uciekł i wytrwał w leczeniu. Powiedział też, że po podjęciu leczenia będzie lepszy komfort życia, rak będzie kontrolowany, a potem zobaczymy. Był bardzo rzeczowy.

Jaki rodzaj wsparcia jest dla pana najważniejszy?

Wystarczy porozmawiać, przytulić się pocieszyć. To człowiek jest już bardziej zadowolony, lepiej się czuje. Wiadomo, że jak się tak leży i nic nie robi to rożne myśli przychodzą do głowy, ale wtedy mówię sobie „nie smuć się bo to jest najgorsze”. I lekarz mi powiedział: Panie Henryku 80 procent to Pan, ja zrobię resztę. Pan musi chcieć i do tej choroby musi Pan być nastawiony dobrze.”

A jak ta choroba wpłynęła na Pana życie? Relacje z żoną?

Jest lepiej. Jest więcej takiego kontaktu, czasu razem. Jesteśmy bardziej skoncentrowani na sobie. A ja mam dobrą żonę, taką prawdziwą hrabinę. To jest bardzo dużo jak jest ta współpraca.

A co by Pan radził innym mężczyznom?

Mężczyźni się wstydzą, że to libido się pogorszy, nie chcą o tym rozmawiać z żoną. To jest ważne jednak, żeby rozmawiać o takich problemach i o chorobach. Trzeba pamiętać, że trzeba się badać. Bo przecież jest różnie. A w tym tyglu pracy zapomina się o sobie i o tym co najważniejsze.

PHPL/ONC/1117/0001