Nie martw się, ja bardzo lubię łysych facetów! (Barbara)

Prześlij mailem
Pobierz
Drukuj

Jak się zaczęła choroba u Pani męża?

Rok temu namówiłam męża na badania. Dowiedziałam się, że są badania PSA i że są to badania z krwi. Wcześniej mąż bardzo niechętnie podchodził do badań profilaktycznych w kierunku prostaty (badania per rectum), strasznie się wzdrygał i nie chciał na nie pójść. Kiedy więc dowiedziałam się, od kolegi z pracy, że są takie badania z krwi, to namówiłam na nie męża. 

A czy mąż miał wcześniej jakieś objawy?

Nie, żadnych. Normalnie oddawał mocz, nic go nie bolało. Kompletnie nie przypuszczaliśmy, że może mieć jakieś problemy.

Czyli u Pani zainteresowanie testem PSA to było działanie profilaktyczne, po prostu zadbanie o zdrowie męża?

Tak, bo ja po prostu zaczęłam się sama tym interesować. Myślałam – jest w porządku, ale dla świętego spokoju chciałam, żeby mąż poszedł i zrobił sobie badania.

Udało się Pani namówić męża na to badanie. I co było później?

Okazało się, że ma nieprawidłowy wynik. Powiedział jednak, że nie będzie się operował tylko będzie się leczył na własną rękę. Tak też zrobił. Leczył się różnymi pastylkami i ziołami, szukał ratunku w intrenecie. Czuł się cały czas dobrze.

A jakie było zalecenie lekarza, kiedy mąż otrzymał wynik testu PSA?

Lekarz powiedział, że trzeba usunąć zmianę w szpitalu. Nie stwierdził, na tym etapie choroby nowotworowej. Mąż więc leczył się metodami naturalnymi.

Pani się temu nie sprzeciwiała, że mąż nie postępuje zgodnie z zaleceniami lekarza?

Sprzeciwiałam się, ale uszanowałam jego decyzję. Mąż bał się operacji. Myślał, że można jeszcze spróbować zaleczyć bez operacji.

Coś się jednak później zaczęło zmieniać?

Tak. Mąż po pół roku wykonał kolejny raz test PSA. Okazało się, że wynik nieznacznie wzrósł, a potem jakoś tak po 2-3 miesiącach zaczął gwałtownie chudnąć. I to mnie zaniepokoiło. Miałam ojca chorego na raka płuc. Widziałam jak on chudnie, to wyglądało podobnie. Czułam, że coś jest nie tak i namówiłam męża ponownie na badania PSA. I tym razem wskaźnik PSA był już bardzo podwyższony.

I co było dalej?

Jak zobaczyłam ten wynik PSA 600 to wiedziałam, że to jest coś niedobrego. Wiedziałam, że to jest rak. Tym razem poszliśmy od razu prywatnie do urologa i w ciągu miesiącu mąż znalazł się w szpitalu. Lekarz od razu powiedział, że jest potrzebna chemioterapia i dobrze by było dobrać dodatkowo leczenie, które jest dostępne w tym szpitalu właśnie, w którym mąż teraz przebywa.

A jak Państwo zareagowali na tą sytuację? Jakie emocje Wam towarzyszyły?

Wszyscy jesteśmy zrozpaczeni, tą sytuacją, ale nie możemy tego pokazać. Mąż to jest człowiek pozytywnie nastawiony do świata. I bardzo dobrze. Jest bardziej pozytywnie nastawiony niż ja.

Myślała Pani kiedyś o wsparciu psychologicznym?

Całe życie zawsze sobie radziłam ze swoimi problemami sama. Byłam kiedyś u psychologa, ale skutek był u mnie odwrotny. Podobnie córka. Dlatego ja wiem, że muszę sobie sama ze sobą radzić. Nie potrzebna jest mi pomoc psychologa.

A ma pani jakieś sposoby jak sobie radzić?

Jesteśmy z mężem bardzo zgodną rodziną. Stuknęło nam już 41 lat w małżeństwie. Nigdy się nie kłóciliśmy, więc jakoś to się układa. Jestem osobą bardzo cierpliwą i wszystko znoszę. Wiem, że mąż jest teraz trochę inny z powodu tej choroby, ma trochę inny charakter, ale język przygryzę i dobrze jest!

Jak radzicie sobie Państwo ze skutkami ubocznymi leczenia? Czy rozmawiacie o tym?

Rozmów na ten temat nie było, ale mąż na przykład traci włosy więc mówię mu: nie martw się, ja bardzo lubię łysych facetów!

Mężczyźni często mówią, że jednak lokalizacja tej choroby, ten rak prostaty, wiąże się z pewną intymnością. Myślą o tym, że tracą swoją męskość. Czy ten temat pojawił się w waszym związku?

Nie. Ja jestem taką osobą, która rozumie tą sytuację. Dla mnie ważniejsze jest, żeby mąż żył niż jakieś sytuacje intymne. Nie ma to nie ma, koniec kropka. Człowiek musi się z tym pogodzić.

Co by Pani poradziła innej kobiecie, której mąż zmaga się z rakiem prostaty?

Trudno mi radzić, bo musiałabym tą rodziną poznać, każdy jest inny. Ale na pewno jak się ludzie kochają i żyją w zgodzie, to jest łatwiej. 

Czy musiała Pani motywować męża w tym leczeniu, w walce z chorobą?

Tak, tak. Mówiłam mu na przykład o znajomym, który walczył z innym nowotworem i dzięki walce udało mu się przeżyć 5 lat, przekonywałam więc męża, że warto jednak się leczyć, że to daje jakieś efekty.

Poza tym jesteśmy z mężem ludźmi bardzo wierzącymi i nasza wiara nam bardzo teraz w tym wszystkim pomaga.

Czy choroba coś zmieniła?

Uświadomiła nam, że dzisiaj jesteśmy a jutro może nas nie być.

PHPL/ONC/1117/0001