Z kolegami się nie rozmawia na takie tematy (Stanisław, 64 lata)

Prześlij mailem
Pobierz
Drukuj

Powiedział mi pan, że nie prosta jest ta pana historia. Jak to więc było? Kiedy dowiedział się pan, że ma raka prostaty?

Na ogół jest tak, że pacjenci zgłaszają się do lekarza jak już mają jakieś objawy, są pod opieką urologa, ale bardzo często nie wiedzą podstawowych rzeczy np. co to jest PSA. U mnie było tak, że zrobiłem pierwsze badania PSA, bo słyszałem że mężczyźni po 50 roku życia takie badania robić powinni. Było w porządku. Dopiero dużo dużo później pojawiła się potrzeba częstszej wizyty w toalecie. To mnie zaniepokoiło i udałem się do urologa. W trakcie tego leczenia ponownie zrobiłem badania PSA, było już podwyższone.

Jak pan zareagował na ten wynik? Dzielił się pan tym z bliskimi?

No, niestety nie. Byłem właśnie po rozwodzie, a z kolegami się nie rozmawia na takie tematy. Wydaje mi się, że mężczyzna prędzej zwierzy się z takich tematów kobiecie niż nawet bliskiemu koledze.

Czyli potwierdza się to, że mężczyźni w ogóle nie rozmawiają ze sobą na tematy dotyczące zdrowia?

Może, nie że w ogóle, ale raczej rzadko. Chyba, że po 60. roku życia, wtedy prędzej. Jak mają 40, 50 lat to nie rozmawiają o chorobach.

Musiał zatem sobie pan sam radzić z tą chorobą. Jak choroba przebiegała dalej?

Lekarz zalecił mi leczenie prostaty farmakologiczne i faktycznie w pierwszym okresie PSA zmalało, potem jednak po odstawieniu leku znowu gwałtownie wzrosło. Zlecono mi więc biopsje. To już była druga biopsja, więc wiedziałem co mnie czeka. Wyniki pierwszej biopsji wykazały, że faktycznie jest przerost prostaty, ale nie wykazały żadnych zmian nowotworowych. To trochę uśpiło moją czujność. Dlatego też, jak okazało się, że na drugą biopsję muszę poczekać 3 miesiące w kolejce nie panikowałem. W przeddzień tego zabiegu PSA znowu znacząco wzrosło, to już mnie zaniepokoiło. Biopsja potwierdziła, że jest to nowotwór złośliwy gruczołu krokowego.

Jakie pan się wtedy czuł? Jak pan sobie radził psychicznie?

Dla mnie to był szok. Łzy mi się w oczach pojawiły. To było bardzo trudne. Myśli były dosyć takie negatywne, nie byłem w najlepszym nastroju.

Wiedział pan jak będzie wyglądało leczenie, jakie będę jego konsekwencje?

O ile pamiętam to wtedy zdawałem sobie sprawę, że są dwie drogi leczenia – leczenie chirurgiczne i naświetlanie. I lekarz urolog zapytał mnie o decyzję dotyczącą leczenia – czy operacja, czy radioterapia. Zdecydowałem się na operację. Nie wiedziałam na przykład, że jest też leczenie hormonalne.

Nadal był pan sam w tym chorobie?

Nie, wtedy kibicowała mi wtedy moja przyjaciółka. Wspierała mnie na tym etapie choroby. Znamy się od lat więc rozmawialiśmy o tym. Mogłem się otworzyć, wyżalić. To było bardzo ważne.

Czuł się pan dobrze poinformowany w trakcie diagnostyki i leczenia? Czy czegoś zabrakło?

Zabrakło mi dłuższej, głębszej rozmowy o podejrzeniach lekarza urologa, bo na pewno wtedy nie czekał bym tak długo z badaniami – czyli biopsją. A później zabrakło mi także rozmowy o różnych możliwościach leczenia i o tym co za tym przemawia, skorelowane z wynikami biopsji i PSA. Bo być może wtedy radioterapię lub leczenie hormonalne można by było włączyć wcześniej.

A czy ktoś pana uprzedził o skutkach ubocznych leczenia? Rozmawiał o tym z panem?

Tak, onkolog wyjaśniła mi na czym polega to leczenie. Uprzedziła mnie także, że grożą mi przerzuty i dlaczego konieczne jest leczenie hormonalne po radioterapii. Wiedziałem, że może to mieć wpływ na życie seksualne, ale wtedy nie miałam partnerki wiec bez wahania zgodziłem się na to leczenie.

Uważa pan, że wsparcie psychologiczne, innych osób ma znaczenie, przekłada się na leczenie?

Wydaje mi się, że tak. Ma znaczenie. Jest tak, że pacjent ma potrzebę wygadania się, a psycholog to jest wdzięczny obiekt do wygadania się i jest merytorycznym partnerem do rozmowy. Dla mnie w tej chwili psycholog to jest stała osoba, której mogę się wygadać na te tematy, które mnie stresują.

PHPL/ONC/1117/0001